Zapraszam również na moją główną stronę internetową: http://justynakulisa.strefa.pl

sobota, 4 grudnia 2010

A zima nadeszła

Nagle, acz spodziewanie i jak zwykle zaskoczyła kierowców, którzy wiedzieli o niej od tygodnia. W tym roku o dziwo to właśnie ona przyniosła mi spóźnioną nieco jesienną deprechę (o czym szerzej na projekcie głównym), zamieniającą się czasem w pragnienie zamordowania kogoś (zwłaszcza po odkrywaniu uroków katowickich chodników, których odśnieżyć, posypać piaskiem lub solą, lub zrobić z nimi cokolwiek jakoś nikt nie miał ochoty). Mimo to, obudziwszy się dziś i zobaczywszy za oknem coś, na co Anglicy mają wdzięczne określenie "haze", chwyciłam aparat i poszłam do lasu. Tam przynajmniej jest spokój. I da się chodzić, czego na chodnikach doświadczyć nie można.




Mój instynkt fotograficzny podnosi łeb i zaczyna węszyć, po czym nakazuje mi zejść kilka metrów ze ścieżki, w bok, gdzie śnieg sięga połowy łydki, a sznurówki od glanów nasiąkają i wkrótce zamarzną. A jaką frajdą były próby odwiązania ich w domu... Mimo to instynkt miał rację, a ja stoję w śniegu i strzelam.


Ludzi brak - na samym początku tylko minął mnie jakiś młodzian z psem. A poza tym cisza. Głucha, taka, że aż w uszach ciszą dzwoni. I dobrze. Im mniej ludzi, tym lepiej.